środa, 28 października 2015

I.Tak to się wszystko zaczęło...

Otworzyłam oczy i ujżałam coś obok mnie... To był mały króliczek skaczący wokół mnie.
Prawdopodobie cieszył się że się obudziłam. Ja zaś czułam się coraz bardziej zmęczona oglądając go.

>KILKA GODZIN WCZEŚNIEJ<

Dziś. Kolejny zwyczajny dzień z mojego życia, A dokładnie to z życia Niny, zwyczajnej nastolatki mieszkającej w małym domku w Nowym Orleanie. Przynajmniej do tej pory..

Była to jesień... Dzień zaczynał się szybciej, a noc nadchodziła wcześnie. Liście spadały z drzew. W ten piękny jesienny poranek wstałam szybciej niż zwykle. Była to godzina 6, a do szkoły miałam na 9. Po wstaniu jak codzień wzięłam prysznic, aby się trochę rozbudzić. Następnie ubrałam się, umyłam zęby, pomalowałam trochę rzęsy, spięłam włosy i spojrzałam na zegarek. 7:04. Miałam jeszcze godzine do przyjazdu autobusu szkolnego. Z racji iż nie miałam co robić, poszłam do ogrodu i usiadłam na huśtawce. Bujałam się tak przez chwile i po chwili zdałam sobie sprawe że nie uczyłam się jeszcze na sprawdzian z chemii. Spanikowana tym, wyruszyłam schodami na górę do mojego pokoju, lecz tam nie dotarłam. Na podłodze było coś rozlane a ja biegnąc, poślizgnęłam się i upadłam na podłogę. Mocnym uderzeniem o głowę, zapadłam w sen...

Gdy się ocknęłam, zdałam sobie sprawę że nie jestem w moim domu, lecz na jakiejś łące przed lasem. Otworzyłam oczy i ujżałam coś obok mnie... To był mały króliczek skaczący wokół mnie.
Prawdopodobie cieszył się że się obudziłam. Ja zaś czułam się coraz bardziej zmęczona oglądając go. 
Po chwili usłyszałam jakiś głos za mną. Odwróciłam się i ujżałam pewną kobietę. Była to jakaś staruszka, szepcząca do mnie. 
- Dziecino, jak się tu znalazłaś? - zapytała.
- Sama nie wiem. Biegłam do pokoju, potknęłam się i nagle obudziłam się tutaj.
- A powiesz mi może, jak masz kochanie na imię? 
- Nina... Nina Johnson. - odpowiedziałam nieco niepewnie. 
- Johnson? Czy to ty? Czy ty jesteś córką Gabrielli Johnson? 
- Tak, moja mama nazywała się Gabriella. Tylko zmarła 2 lata temu... - mówiłam, prawie szlochając.
Przypomniały mi się te czasy gdy mama była ze mną. Co weekend chodziłyśmy razem do kina, rozmawiałyśmy o wszystkim i w ogóle robiłyśmy dużo rzeczy razem. Była dla mnie nie tylko mamą, lecz i przyjaciółką, której mogłam się zwierzyć ze wszystkiego. Strasznie mi jej brak ale nim dłużej o niej myśle, to coraz bardziej za nią tęsknię. Czuję jak woda nabiera mi sie do oczu. Łzy płyną mi po powiekach. Próbuje przestać ale nie daje rady. Kobieta patrzy się na mnie tak jakby pierwszy raz widziałą osobę, która płacze. W końcu wstaje i decyduje się dowiedzieć co tu jest grane.
- Co to jest za miejsce? - pytam lekko zdenerwowana.
- To? To jest Kraina Czarów. Twoja mama często tu bywała.
Znowu temat mojej mamy. Z trudem powstrzymuje łzy. Czasem wystarczy słowo "mama", a ja zaczynam ryczeć jak małe dziecko.
- Dobrze, a powie mi Pani jak mam znowu wrócić do domu? Bardzo mi na tym zależy.
- Jest wyjście ale najpierw musisz wykonać pewną misje... Misje, którą twoja mama nie zdołała wykonać.
Że co? Jaką misje?! Nie mam ochoty na jakąś zabawe w misje. Ja chce wracać do domu!